Gdy dogoniłam chłopaka, on popatrzył na mnie zimnym wzrokiem i prychnął.
- Assassyn. Nie myślałam, że kiedykolwiek was spotkam – spojrzałam z odrazą na jego prawie niewidoczną twarz, która częściowo zasłaniał szary kaptur.
- To ja mam z tobą współpracować? Che, że Vincent musiał wybierać takiego karła jak ty. – prychnął zirytowany.
- Vincent? O jakiej współpracy mówisz? I nie jestem karłem...
- Nie mówił ci? – popatrzył na mnie z wielkim zdziwieniem.
- O tym, że jestem karłem? Nie.
- A to sukinsyn. – i pognał przed siebie, a ja za nim. Chłopak nieźle mnie wkurzył, sam był widocznie niezadowolony z tego, że biegnę za nim, ale nie miałam wyboru. Przecież to JA miałam zabić kucharza a nie ten skurwysyn, który przed chwilą wyzywał mnie od karłów. Biegnąc za nim po dachu, w końcu dotarliśmy do balkonu, który prowadził do kwater prywatnych kucharza. Tam drzwi otwarte, w środku paliło się światło. Po chwili zauważyłam, że obok zwłok i kałuży krwi kucharza stoi chłopak, o podobnym ubiorze do długowłosego bruneta. Tak, więc co mam zrobić? Assassyni spojrzeli na mnie, i ten, który nosił ślady krwi na swojej broni zapytał:
- Więc to ty jesteś Noemi, sam Cień Vincenta? Sądząc po twojej twarzy nie powiedział ci, że miałaś nam pomóc w dotarciu do tego pomieszczenia.
- Nie powiedział, nie miałam o tym pojęcia. – odparłam, odwracając się do nich plecami i dodając szybko:
- Żegnam. Misja wykonana, jak sądzę. Nic mnie już tu nie trzyma.
- Zaczekaj. – odwróciłam się do niego.
- Odegrałaś znaczną rolę w tej misji. Spędź z nami trochę czasu, świętując z powodu udanej jednej z trudniejszych misji. Jestem Ezio, Ezio Auditore da Firenze. Tamten to Kanda, ale mów na niego Yuu-
- Zamknij się sukinsynie! Nie nazywaj mnie po imieniu, albo poderżnę ci gardło! – burknął długowłosy grożąc dla Ezia.
- Dobrze. To już wiesz. A więc, zgadzasz się? – kiwnęłam głową i podążałam za nim, idąc ciemnymi zaułkami.
W pomieszczeniu grał bard, dookoła wszyscy tańczyli albo rozmawiali. Ezio podał mi coś ciemnego, wyglądające jak sok. Wzięłam łyk i...
Pamiętam tylko, że obudziłam się z pękającą głową, w nieznanym pomieszczeniu. Przy mnie siedział wysoki brunet – Kanda, którego poznałam wczoraj.
- Co się dzieje? – jęknęłam.
- Ha, obudziłaś się.
- Wiem.
- To trochę dziwne, że po jednym łyku alkoholu byłaś już-
- W żadnym wypadku nie mogę pić alkoholu. Po nawet najmniejszej dawce jestem kompletnie pijana.
- Zauważyłem. Więc dlaczego piłaś?
- Bo myślałam, że to sok.
___
Wracając zrezygnowana do swojej starej, rozwalającej się chatki i przypominając sobie zabawne komentarze i pocieszenia Ezia zauważyłam coś niesamowitego. Na sianie leżała Fiora. Spała bardzo mocno. Z chytrym uśmieszkiem związałam jej ręce i nogi*. A gdy zauważyłam Vincenta w oddali, szybko do niego pobiegłam.
* Dosłownie, lepiej by było: Zauważyłam nagle Fiorę, leżącą pół nagą na sianie z samymi pończochami i rogalem w mordzie. Związałam jej biust i se poszłam.


0 komentarze:
Prześlij komentarz