-Gdzie sie wybierasz?-był to głos Paoli.Nie da się go nie rozpoznać.
-Ja..ee..nie wiem.Nie chce mi się spać to gdzieś idę, nie?
-No cóż, dobrze, ale wróć wcześnie, dobrze?
-Bene*, wrócę wcześnie, nie martw się.
-O ciebie NIE da się nie martwić.-gdy powiedziała te słowa ja już zamykałam drzwi.Przespacerowałam się trochę.Uznałam, że zrobię sobie małą wycieczke po Rzymie.
Ulice coraz bardziej zapełniały się tłumami osób, które udawały się na okoliczne targi by coś sprzedać czy kupić.Ja udałam się do koloseum.Moje zręczne łapki, łapały się kamieni z których zbudowana była budowla.Lubie sie tak wspinać.To odpręża i nadaje adrenaliny.Gdy już się wspięłam, przykucnęłam i patrzyłam na ludzi.Miotałam moim spojrzeniem na wszystkie strony świata, aż w końcu zobaczyłam coś co przykuło moja uwagę.Zobaczyłam że ze strony gór nadjeżdżają dwaj mężczyźni którzy jadą na koniach.Przyglądnęłam się im bardziej dokładnie i juz nie miałam wątpliwości,że to templariusze.Wiedziałam, że coś knują więc szybko zeszkoczyłam z koloseum,wpadając w miękki stog siana.Byłam trochę oszołomiona i przez chwile chodziłam jak naćpana ale chwilę potem odzyskałąm równowagę i wskoczyłam na konia by udać się do siedziby Ezia.Znajdowała się ona stosunkowo niedaleko więc jazda zajęła mi może z 15 minut.
-Ezio!-krzyknęłam gdy byłam w środku.Rozglądałam się wszędzie.Ezia nie było?
-Coś się stało..O, Fiora.-zaczął isć w moim kierunku ja natomiast byłam szybsza i do niego podbiegłam.
-Gdy byłam na koloseum widziałam jak ze strony wzgórz nadjeżdżają templariusze...
-Mieli tu dotrzeć dopiero jutro..
-..ale że co jutro?!
-Nic,nic..
-Gadaj.
-Przyjeżdża doradca papieża,nasz wróg jak wiesz.Mam go zabić...no, ale..mieli przyjechać jutro.No nic będę musiał ich śledzić.Wybacz ale muszę wyjść, dobrze by było żebyś i ty stąd wyszła.
-Dobrze,ale widze,że i tak nic więcej nie powiesz.
-No nie.-po tych słowach złapał mnie za rękę i zaczął biec.Wyszliśmy tylnym wyjściem.Tutaj Ezio pocałował mnie na pożegnanie i pobiegł.Ja przypomniałam sobie, że moja ''przyjaciółka od serca'', Noemi ma zabić dzisiaj kucharza.Dowiedziałam się o tym od jednego z najemców.Tak cz siak postanowiłam,że jej w tym przeszkodzę.Wsiadłam na konia który stał obok i pojechałam do miejsca w którym miało odbyć się zlecenie.Dziwne,że jeszcze jej nie było.Była godzina może 14.30.Usiadłam na ławce,która była przy budynku obok.Siedziałam,siedziałam i zasnęłam.Obudził mnie głośny śmiech jakiegoś mężczyzny.Popatrzyłam w górę oczywiście był to głos Vincenta obok niego szła Noemi.
-Tylko pamiętaj,żebyś wypiła to..-mówiąc to cichym głosem wyjął z sakiewki buteleczkę czegoś bliżej mi nieznanego.
-Łee, nie dobre..!
-Ale sama wiesz jaka jest stawka.-po tych słowach odszedł.
Gdy Noemi miała juz otwierać drzwi do pomieszczenia w którym znajdował się kucharz,ja powiedziałam pod nosem:
-No to jaka jest stawka?-powiedziałam uśmiechając się do niej.
-Ty...!Co ty tu robisz?!
-Siedze nie widać?-po tych słowach wstałam-wiem, że chcesz go otruć, myślałaś że się o tym nie dowiem?Ha.
- Widocznie środki komunikacyjne ostatnio się rozpowszechniły. Tch, zjeżdżaj smarkulo, chyba, że chcesz się bić?
-No pewnie, ale czy ja wiem, może ktoś zabije kucharza przed tobą?-skierowałam swój wzrok na chłopaka który biegł po dachu,był to Kanda.
- Cholera jasna! - śnieżno-włosa krzyknęła, a długowłosy spojrzał na nią nieco zdezorientowany. Po chwili straciłam ją z oczu, gdyż wspięła się na dach i zaczęła bić się z chłopakiem.Mnie to nie interesowało więc sobie poszłam.Była godzina 16.Szybko ten czas zleciał.Czułam,że mam w sobie masę energii i muszę ją gdzieś spożytkować.Postanowiłam pójść do miejscowej karczmy żeby się zabawić.Pamiętam że wypiłam 5 szklanek wina...
bene*-dobrze


0 komentarze:
Prześlij komentarz