sobota, 8 stycznia 2011

Rozdział 1

Był to słoneczny i gorący dzień jak to zwykle w Rzymie. Był rok Anno Domini 1500.Leniwie wstając z łóżka ubrałam się i zeszłam na dół. Przywitałam się ze wszystkimi dziewczynami, które już wstały, lecz i tak połowa z nas jeszcze spała.
-Dzień dobry, Fiora...-powiedziała Paola.
-Buon`giorno, coś się stało? -zapytałam.
-Tak, jedna z dziewczyn się zatruła jedzeniem, czy mogłabyś się udać do medyka?
-Tak, oczywiście. Jakoś nic dzisiaj specjalnego nie robię.
Po zjedzeniu skromnego śniadania udałam się do doktora. Przechadzałam się po właściwie całym mieście. Oglądałam róże naszyjniki, bransoletki, kolczyki czy też perfumy. Wszyscy mi mówią, że Bóg obdarował mnie urodą, więc jak to już przystało wszyscy mężczyźni, czy też mali chłopcy oglądali się za mną pogwizdując pod nosem i mówiąc coś do swoich kolegów, wspólników. Po drodze nie spotkałam nikogo z moich znajomych czy też wrogów. Kiedy byłam już przy budynku, w którym znajdował się doktor, zobaczyłam zbiorowisko ludzi. Podeszłam ostrożnie żeby zobaczyć co się stało. Okazało się że dwóch młodych ludzi pobiło się o dziewczynę, tylko że jeden od drugiego dostał tak z sierpowego, że aż zemdlał. Zabrali go do tego doktora, do którego ja właśnie szłam. Nie chcąc przeszkadzać w opatrywaniu chłopaka, postanowiłam udać się do najbliższego ogrodu. Był to jeden z najpiękniejszych rzymskich ogrodów w całym mieście. Zazwyczaj był on miejscem wyznawania miłości, czy też potajemnych ślubów, które odbywały się w nocy. Ja usiadłam pod drzewem patrząc w niebo. Nagle ujrzałam coś dziwnego. Na dachu jednego z budynków stali dwaj chłopcy w wieku gdzieś około 11 lat. Nie tracąc czasu wstałam i wspięłam się na dach. Byli to moi młodsi przyjaciele, którzy kłócili się o to że jeden z nich  nie oddał drugiemu pieniędzy. Stali przy krawędzi dachu, gdzie od niej na dół było dobre 5 metrów. Żeby tego było mało jeden z nich popchnął  drugiego tak, że on się zachwiał. Nie czekając podbiegłam do niego i złapałam go za rękę.
-Dzięki...-odpowiedział z grymasem na twarzy.
-Ta dobra, to teraz powiedzcie co wam przyszło do głowy, aby wspinać się na dach 5 metrowego budynku?! Nie mogliście na przykład.. nie wiem...Pójść nad rzekę? Wtedy gdybyś ty, Albertio popchnął Giovanniego nic by mu się nie stało.
-No ale..
-..nie ma ''ale'' debile. Wracajcie do domu.
Po tych słowach z opuszczonymi głowami zeszli na dół po drabinie. Ja widząc, że od medyka wychodzi chłopak, który zemdlał też zeszłam na dół i zapukałam do drzwi, po czym je otworzyłam. W powietrzu unosił się zapach różnych ziół ,na półkach znajdowały się różne białe proszki, które zapewne był na bóle głowy.
-Dzień dobry.-powiedziałam.
-Dzień dobry.. O! Fiora! -z jakiegoś małego pokoiku wyszedł medyk-Jak ja cię dawno nie widziałem! Coś ci się stało? Gdzie się tym razem pobiłaś?
-Tym razem mi nic nie dolega tylko mojej przyjaciółce i Paola kazała mi przyjść do ciebie, abyś sprzedał mi coś na ból brzucha, czy tam zatrucie pokarmowe.
-A! Oczywiście! Zaraz coś znajdę...-Podszedł do jakiegoś stolika i otworzył szufladę -Hmm.. to nie, może.. Hm też nie...O mam! Proszę należy się 15 florenów.
-Proszę bardzo i dziękuję bardzo.
-Pozdrów Paole!
-Jeśli nie zapomnę to pozdrowię. -powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Włożyłam fiolkę z fioletowym płynem do sakiewki i zaczęłam powoli iść. Bardzo lubię tego rodzaju spacery, są takie odświeżające.. Hym.. odświeżające to może nie, ale takie uspokajające .Gdy przechodziłam jedną z uliczek spotkałam ją...Noemi Leoncavallo. Nasze rody żyją w nieporozumieniu od dobrych 150 lat.
-O! Dlaczego mnie nie dziwi, że cię tu spotkałam?
-Może dlatego że nie zadaję się z takimi debilami? -powiedziałam.
Przeszłyśmy koło siebie patrząc sobie złowrogo w oczy.
-Już wróciłam! -powiedziałam do Paoli.
-To dobrze, masz lekarstwo?
-Tak oczywiście -wyjęłam fiolkę z sakiewki -doktor kazał cię pozdrowić.
-Miło, ja też go pozdrawiam.

0 komentarze:

Prześlij komentarz