sobota, 8 stycznia 2011

Rozdział 2

Wracałam wściekła do starej chatki, która sprawowała za moje przytulne mieszkanko, ignorując jednocześnie dziwne spojrzenia otaczających mnie ludzi. Naprawdę, każde spotkanie z tą kobietą doprowadzało mnie do szału, przy niej zawsze byłam niespokojna i czasami się zdarza, że nie umiem zapanować na emocjami.
W końcu, gdy znalazłam się we wnętrzu drewnianej chaty, nieco otoczonej uszkodzonym i niestabilnym murem, upadłam jak nieżywa na rozpadające się łóżko. Oczywiście pomijając to, że przeklęłam pod nosem z powodu odpadnięcia jakiejś drewnianej ozdoby z ramy łóżka. Po chwili przestałam się cieszyć ulubionym uczuciem osamotnienia, gdy obok leżącej ja stanęła znajoma mi osoba.
- Doprawdy, Vincent... Chociaż... Hm... Mógłbyś w końcu zdradzić mi swoje prawdziwe imię. Co cię sprowadza w moje skromne progi? – zapytałam ukrywając złośliwy uśmieszek.
- To co zawsze, mój Cieniu. Naprawdę myślisz, że sprzedam tą informację za darmo? Jedna noc, ty i ja w łóżku i pytaj o co chcesz...
- Tch, naprawdę, jeżeli myślisz że zniżę się do tego stopnia, jak te dziwki z którymi mieszkasz to się mylisz. Ale przejdź to rzeczy, bo wątpię byś przyszedł tutaj aby podtrzymać mnie na duchu i pocieszyć mnie swoim towarzystwem...
- Dobrze. Mam nowe zlecenie. A zleceniodawca dużo płaci, w tym,  przeniosłabyś się do jakiejś porządnej, nowej chałupy... Bo sama widzisz, jak ta się już rozpada – uderzył w drewnianą ścianę robiąc mi w niej niezłą dziurę.
- A więc? Coś jeszcze? Bo naprawdę, wolałabym zostawić to miejsce w porządnym stanie, aby chociażby żebracy mieli się gdzie schronić...
- Noemi, masz takie miękkie serce. – zachichotał – Czyli, mam rozumieć, że się zgadzasz? A więc, słuchaj uważnie. Ułożyliśmy wspólnymi siłami cały plan wydarzeń. Ale najpierw, pamiętasz tego kucharza co oskarżano o morderstwo żebraków? Ponoć starał się być miły, ale... No dobrze, przejdę do rzeczy, bo znając twoje ukochane oczka już w głębi planujesz cały zamach na mnie, wraz ze szczegółami. Masz go zabić. Ale to nie zwykłe morderstwo, wymaga o wiele więcej czasu i umiejętności niż te pozostałe, z którymi miałaś do tej pory do czynienia. Masz go otruć, jego własną trucizną. Rozumiesz?...
Po odczekaniu do wieczora, przypominałam sobie całą serię wydarzeń, którą mam wykonać. „Vincent” opowiedział mi o całym planie. Położyłam się spać. To będzie trudny dzień.
„Pamiętaj. Wypij zawartość tej buteleczki przed wejściem do sklepu kucharza, inaczej nie gwarantuję, aby twoje ciało wytrzymało groźne toksyny wywołane przez jego truciznę. Doskonale zdaję sobie sprawę, że różnisz się od innych ludzi, ale to nie świadczy o tym, że nie ujdziesz w tym przypadku bez żadnego draśnięcia.`
Śniąc o najważniejszych słowach Vincenta, niedługo przed południem skierowałam się do znajomego mi budynku, od razu pozdrawiając jakiegoś żebraka, który zapowiadał nadchodzący koniec świata; apokalipsę.

0 komentarze:

Prześlij komentarz